Jak sprawił się rytuał urodzinowy czyli podsumowanie poprzedniego roku mojego życia

Prawie równo rok temu robiłam pierwszy rytuał urodzinowy - na swoje własne urodziny:) Kilka dni temu obchodziłam swoje kolejne urodziny, postanowiłam więc zastanowić się , jak wpłynął na mnie poprzedni rytuał i czy warto w ogóle zawracać sobie głowę kolejnym...

Jak Wam pisałam, rytuał urodzinowy robimy w dniu, gdy kończymy jeden a zaczynamy kolejny rok naszego życia - jeśli to możliwe równo o godzinie Waszego przyjścia na świat. Z numerologicznego punktu widzenia każdy kolejne urodziny rozpoczynają nasz własny Rok Osobisty, który wpływa na nas z odpowiednią dla danej wibracji ( czyli numeru) energią. I tak np. w Roku Osobistym 1 mamy super dużo energii, jest to więc rok, który pcha nas do nowych rzeczy, rozpoczynania nowych spraw - jednym słowem jest to rok nowych początków. O poszczególnych wibracjach numerologicznych napiszę wkrótce - właśnie zbliża się wielkimi krokami nowy rok numerologiczny, więc jest ku temu dobra okazja:)

Z (nie tylko moich) obserwacji wynika, że te ostatnie tygodnie przed urodzinami są dla nas zawsze bardzo ciężkie. Tak, jakby brakowało nam już energii do życia, do pozytywnego kształtowania naszej rzeczywistości... Zmiana następuje tuż po urodzinach. Dostajemy świeżą dawkę życiodajnej energii i wszystko zaczyna się układać lepiej.

Z logicznego punktu widzenia jednak nowa energia, natrafiając na naszą " brudną" rzeczywistość ma utrudniony przepływ i w związku z tym słabiej odczuwamy jej życiodajne skutki. Wszelkie problemy, blokady, kłopoty, w które uwikłaliśmy się w poprzednim roku osobistym , wpływają na nasz rok następny - bardzo często mimo nowych szans, nie znajdujemy w sobie samym dość siły, by schwytać te nowe możliwości, które dostajemy. Aby temu zapobiec i aby maksymalnie wykorzystać dane nam szanse, robimy rytuał urodzinowy - czyścimy nasze życie z blokad i kłopotów oraz kierujemy nową energię, którą dostajemy od Wszechświata w te dziedziny naszego życia, które są dla nas aktualnie najważniejsze.

31.08 poprzedniego roku zrobiłam swój własny rytuał urodzinowy. Przyznam, że rozpędziłam się trochę tworząc "listę życzeń", na których realizacji mi zależało... Co z niej udało mi się zrealizować? 

- dynamicznie zaczęła rozwijać się moja działalność ezoteryczna i co za tym idzie ...

- podjęłam decyzję o zamknięciu AMORA.

Napisałam, że ...."zaczęła się rozwijać" - i jest to bardzo trafne określenie. Bo w pewnym sensie zaczęła się rozwijać ...sama:)  Ze względu na totalny brak wiary we własne siły, nie mogłam się przemóc do intensywniejszego wyjścia do Was, moich klientów, z tym, co umiem i wiem. W minionym roku wydarzenia same układały się w taką dziwną mozaikę, że sprawy AMORA zeszły na plan dalszy a sprawy ezoteryczne wypełniły moje życie. Zlecenia "magiczne" pojawiały się właściwie nie wiadomo skąd a dodatkowo wszystko układało się tak, jakby była to najbardziej oczywista sprawa pod słońcem...Do końca roku, zgodnie z planem, mam zamiar zamknąć biuro matrymonialne, które - ze sporym powodzeniem - prowadzę od 9 lat. Ale w magii czuję się jak ryba w wodzie - jest to dla mnie coś tak oczywistego, jak oddychanie...

- na dobre przełamałam się do tarota....

Przyznam, że miałam przysłowiowe " długie zęby" do kart. Nie pytajcie mnie dlaczego - bo nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Moje rozkłady były trafne właściwie od początku, mam duże wyczucie i obrazy same pojawiają się w mojej głowie - więc nie mam pojęcia, z czego wynikały moje zahamowania... W pewnym momencie, ot tak, minęło to bez śladu...:)

- na dobre przełamałam się do rytuałów z czarną świecą, doceniając ich wspaniałą, czystą moc zmiany naszego życia na lepsze...

Podobnie, jak większość ludzi, bałam się rytuałów z czarną świecą - tylko z innego poowdu. Miały one na mnie zawsze bardzo silny wpływ, wytrącając mnie z równowagi i wpływając na mnie tak, że przez dłuższy czas byłam wyłączona z normalnego życia ze względu na bardzo złe samopoczucie zarówno fizyczne jak i psychiczne. Fakt, "grzebanie się" w cudzej, ciężkiej i często złej energii ( bo tylko ktoś, kto ma duże kłopoty ucieka się do rytuałów z czarną świecą) musi wpływać na tego, kto to robi. Czyszcząc Waszą energię, częściowo przejmuję ją na siebie. Oczywiście, każdy natychmiast powie, że kiepsko się chronię... Ale uwierzcie mi, nawet najlepsza ochrona ma luki... Na szczęście ( i dla mnie i dla Was:)) nauczyłam się oczyszczać, regenerować i wracać szybko do równowagi. Natomiast rytuał z czarną świecą stał się podstawą mojej pracy przy układaniu Waszego życia, jako wstęp do dalszej pracy. Działa przysłowiowe cuda:))

- zaczęłam "widzieć" rzeczy niewidzialne oraz odgadywać np. ukryte marzenia i dążenia ludzi...czyli rozwijam jakieś zdolności jasnowidzenia, o które w ogóle bym się nie posądzała....

Związane jest to bezpośrednio z rozwojem czakry trzeciego oka i ogólnie rozwojem intuicji. Widzę np. dusze osób zmarłych, które nie odeszły i ciągle przebywają koło Was, dzięki czemu mogę pomagać Wam w oczyszczaniu Waszego domu z nieproszonych gości, zabierających  Wam Waszą własną energię. Widzę osoby, od których odcinacie się w rytuale odcięcia energetycznego, szczególnie jeśli wpływają na Was dość mocno.... Czasami widzę Wasze poprzednie wcielenia nakładające się na Waszą obecną sylwetkę... Często patrząc na Was "widzę" w czym spełnilibyście się, widzę np. zajęcie, które przyniosłoby Wam sukces....

- w ciągu tylko jednego roku zrobiłam niesamowite postępy w rozwoju duchowym i poznawaniu świata "magicznego"...

Już wiem, czym chcę się zajmować, jaki powinien być kierunek mojego rozwoju. Moją pasją stała się karma, poprzednie wcielenia i ich wpływ na nasze obecne życie. Hipnoza regresyjna jest docelowo tym, czym chciałabym się zająć i czemu mam zamiar poświęcić swoją uwagę w najbliższym czasie...

- ale największym osiągnięciem minionego roku są dla mnie zmiany, które zaszły we mnie samej : znikła bezpowrotnie nieśmiałość, brak wiary we własne siły oraz strach przed wyjściem do ludzi....

Część z Was pewnie wie, o czym mówię - jak bardzo te cechy przeszkadzają w życiu, w realizacji naszych planów i zamierzeń. U mnie to minęło. Niepewność, cofanie się przed realizacją planów, obawa przed przyjęciem tego, co mam do powiedzenia przez ludzi, wieczne zwlekanie ze wszystkim do ostatniej chwili...

W tej chwili robię listy i je realizuję - punkt po punkcie...A muszę robić, bo sporo dzieje się i po prostu ciągle coś wypada mi z głowy...;)

I tylko do jednej rzeczy nie udało mi się przełamać w poprzednim Roku Osobistym... - do nagrywania filmów i założenia własnego kanału na YouTube oraz do założenia konta na Instagramie. Mam ogromne kłopoty z techniką i każde działanie w necie, jest dla mnie drogą przez mękę... I właśnie to jest dla mnie wyzwaniem na rok następny i z tym - między innymi - ma się uporać mój kolejny rytuał urodzinowy:) Już zrobiony.

Trzymajcie więc za mnie kciuki:))))