Jeśli czytasz te słowa to znaczy, że interesujesz się magią. Że szukasz pomocy w problemach, które wydają się być nie do rozwiązania. A przynajmniej Ty nie widzisz dla nich rozwiązania. Może borykasz się z ciągłym pechem.. Może wszystko sprzysięgło się przeciwko Tobie... Może wszystko, czego się tkniesz, nie wychodzi Ci...Może masz wrażenie, że już po prostu nie dasz rady dłużej i szukasz cudownego środka na poprawę swojej sytuacji...

 Wszystko jedno, jaki jest powód, dla którego tu jesteś - jedno jest pewne. Nie jest Ci dobrze. Bo gdyby było - nie szukał(a)byś dziury w całym.  

Pamiętam moją pierwszą wizytę u tarocistki. Borykaliśmy się wtedy z naprawdę dużymi problemami właściwie w niemalże każdej dziedzinie życia. Co prawda głównie dotknęło u nas finanse, ale i między mną a mężem - mimo iż tworzymy fajny związek - regularnie, zdawałoby się bez powodu, dochodziło do kłótni, które szybko przeradzały się w awantury. To był dopiero początek mojego zainteresowania ezoteryką, ale już wtedy czułam, że cała ta sytuacja jest nienormalna... 

Pamiętam bicie serca i strach przed... No właśnie - przed czym? Tak naprawdę nie wiedziałam przed czym, ale i tak się bałam. Wcale nie tego, co usłyszę, tylko tego...- co się stanie?, czy coś mi się przytrafi?, czy może jakiejś bliżej nieokreślonej kary?

Wychowani jesteśmy w tradycji mocno katolickiej. Nie mam zamiaru iść w ślady wielu osób, które w czambuł potępiają kościół katolicki. Jak każda instytucja, również i on ma swoje blaski i cienie. Tam, gdzie jest wiele osób, zawsze znajdą się czarne owce, więc nie mam zamiaru potępiać go za pedofilię, nadmierne bogacenie się, rozpasanie i inne niecne uczynki, które tak szeroko są teraz dyskutowane na forum publicznym. Kościół tworzą TYLKO ludzie, z ich wadami i zaletami. Więc on też jest pełen wad i zalet. 

Wychowanie w tradycji katolickiej ma jednakże jeden - z mojego punktu widzenia naprawdę szkodliwy skutek - a mianowicie wpojenie nam, że wszystko, co wykracza poza ciasne pojęcie Boga, prezentowane nam przez ideologię kościelną, jest złe i podlega karze.

Zło, grzech, kara, śmierć, piekło, diabeł - jeśli uważnie wsłuchacie się w przebieg liturgii okaże się, że kościół stworzony został na strachu. Na lęku przed potępieniem już w tym momencie, kiedy zaczniecie myśleć - a już nie daj Boże postępować - inaczej, niż nakazuje nam ksiądz. Ten lęk przed czymś innym, niż to, co wpaja nam się od dzieciństwa, czyni nas niewolnikami systemu - a już na pewno utrudnia nam korzystanie z tego, co mamy do dyspozycji tu, na Ziemi. 

I tu przechodzę powoli do magii. Do tego, co rozumiemy pod tym stwierdzeniem. 

Magia w naszej kulturze ma złą opinię. Traktujemy ją jako coś z pogranicza grzechu, coś godnego potępienia, coś czego należy się bać...

W jednym przytaknę powszechnej opinii. Magii można się obawiać, bo ma niezwykłą siłę. Zarówno pozytywną, jak i negatywną. Pozytywna siła to tzw.biała magia, wykorzystywana do poprawy naszej sytuacji, BEZ SZKODY DLA INNYCH. Jest to niezwykle ważne dopowiedzenie. Bo to odróżnia ją od czarnej magii, która ewidentnie działa ze szkodą dla innych.

Cechą charakterystyczną magii jest to, że działa niezależnie od tego, czy w nią wierzycie, czy nie. Jeśli więc jest w Waszym życiu ktoś, kto źle Wam życzy i te złe życzenia wypowiada w Waszą stronę, dostaniecie się "pod obstrzał" magii. Tej złej magii. 

Tylko, czy oznacza to, że należy się jej bać? Stanowczo NIE. Nie należy jej lekceważyć, bawić się nią, korzystać z niej bezmyślnie - tego typu postępowanie prędzej czy później zemści się na nas.. Ale należy nauczyć się  korzystać z niej Z POŻYTKIEM DLA NAS. Bo to, co przynosi nam dobro, spokój, miłość, dobrobyt, oddala od nas złe myśli, złe słowa czy czyny innych ludzi jest po prostu DOBRE.